niedziela, 2 sierpnia 2020

1.Witamy w domu

„A friend is someone who understands your past, believes in your future, and accepts you just the way you are.” 


Leon POV’s 

–Myślę, że to będzie dla nas najlepszy rok pod względem wszystkiego –mówi, a raczej prawie piszczy z ekscytacji, moja młodsza siostra po raz sam już nie wiem który dzisiejszego dnia. Od kiedy wyszliśmy z domu żadne z nas nie potrafi powstrzymać szerokiego uśmiechu na twarzy i szczerej radości z tego co nadchodzi. 

Tata parska śmiechem patrząc na nasze zachowanie, ale nie komentuje go w żaden sposób, tylko skupia się na przeglądaniu swojego laptopa. Każdy kto go zna wie, że jest on perfekcjonistą i chce mieć zawsze wszystko zapięte na ostatni guzik, więc zgaduję, że przegląda ostatnie dokumenty związane z otwarciem siedziby firmy w BA. Wie też, że kocha swoje dzieci nad życie i nie ma dla niego nic ważniejszego niż ich szczęście. 

Jesteśmy już w samolocie i za chwilę startujemy. Jestem strasznie podekscytowany powrotem, ponieważ prosiłem o to tatę od bardzo długiego czasu. I wiem, że Ludmiła też dołożyła do tej decyzji swoją cegiełkę. Więc generalnie nie miał za bardzo wyjścia i musiał się w końcu zgodzić. A fakt, że dzięki temu jego dzieci są najszczęśliwsze na świecie to szczegół.  

Chwilę później koło naszych miejsc pojawia się stewardesa.  

–Przepraszam, Panie Verdas, ale prosiłabym Pana o wyłączenie laptopa na czas startu i lądowania samolotu ze względów bezpieczeństwa innych pasażerów –mówi uprzejmie i odchodzi szybko do kabiny pilotów.  

Tata zamyka laptopa i chowa go do pokrowca. Patrzy na nas i uśmiecha się trochę szerzej.  

–Mam tylko nadzieję, że będziecie grzeczni i że uda nam się żyć bez żadnych wojen, a co za tym idzie bez żadnych większych problemów–przy ostatnich słowach patrzy na mnie w porozumiewawczy sposób. Cicho wzdycham, ale odpowiadam mu w 100% szczerze.  

–Jeśli nie będzie zachowywać się jak suka oraz nie będzie obrażała mnie, bądź moich przyjaciół to będzie święty spokój –mówię i patrzę za okno po raz ostatni obserwując USA.  

–No to będzie ciężko –wzdycha mężczyzna i rozsiada się w fotelu. Zamykam oczy i staram się nie myśleć o tym, że mój tata może mieć cholerną rację. 

W końcu startujemy, a ja mogę się totalnie odprężyć. Już wkrótce będę mógł być w moim mieście. W miejscu, które z czystym sercem mogę nazwać moim prawdziwym domem. 


// 


Kiedy jedziemy z lotniska do domu obserwuje krajobraz za oknem. Jest tak piękny i tak dobrze mi znany. Im bliżej domu tym bardziej nie mogę powstrzymać uśmiechu. Pozytywne emocje rozsadzają mnie od środka.

I ja wiem, że się teraz powtarzam. Ale tak długo czekałem na ten moment, w którym będę mógł znowu tu mieszkać, że teraz trudno zapanować mi nad emocjami. 

W końcu parkujemy na podjeździe naszej posiadłości. Wysiadamy z samochodu i razem z tatą wyciągamy wszystkie nasze walizki z bagażnika.   

–Dobrze widzieć waszą dwójkę taką szczęśliwą–mówi do mnie tata, kiedy zamyka bagażnik samochodu. 

–Ty też promieniejesz ojczulku, więc przeprowadzka służy każdemu z nas –odpowiadam mu, na co on się tylko śmieje i wszyscy udajemy się do środka. Stawiam walizki w przedpokoju, gdzie zdejmuje buty i kurtkę, po czym idę do salonu, gdzie od wejścia uderza we mnie ciemność. Szukam po omacku włącznika po czym zapalam światło 

–Niespodzianka! –z różnych zakątków pomieszczenia wyskakują nasi bliscy a przez całą długość wisi transparent z napisem „Witajcie w domu”. 

Zaskoczony przecieram twarz dłońmi, ale mój uśmiech się powiększa. 

Dosłownie po chwili czuję jak ktoś się we mnie wtula. A ja doskonale wiem kto to jest. Mocno ją obejmuję i  całuję delikatnie w głowę. 

–To był twój pomysł prawda? –pytam cicho Violetty, na co ona patrzy na mnie i szeroko się uśmiecha, jednak odpowiedzi nie otrzymuje, bo znowu mocno się we mnie wtula. 

–Tęskniłam za tobą –szepcze i stając na palcach daje mi całusa w policzek. 

–Ja za tobą też słońce –odszeptuje po czym okręcam się z nią w ramionach. Jak zwykle wywołuje to nasze śmiechy. 

Po chwili się ode mnie oddala i idzie przywitać się z resztą mojej rodziny, a ja w tym czasie witam się z gośćmi.  

Śmiało mogę stwierdzić, że ja i Lu mamy najlepszych przyjaciół na ziemi. Trzeba być mną, aby wiedzieć na czym polega ich wyjątkowość, bo tego ile oni dla nas znaczą i jaka relacja nas łączy, nie da się opisać żadnymi słowami.  

Cały wieczór bawimy się świetnie. Dużo się śmiejemy, tańczymy i śpiewamy. Właśnie tak wyobrażałem sobie czas spędzony w moim domu. Co jakiś czas zerkam na Violettę, która tego wieczoru nie opuszcza mnie na krok. Moja najlepsza przyjaciółka. Mój anioł stróż od kiedy pamiętam.  

W pewnym momencie dziewczyna też na mnie patrzy. Posyłamy sobie uśmiech i generalnie ta chwila mogłaby trwać dłużej, jednak wszystko co dobre kiedyś się kończy.  

–Co tu się do jasnej cholery dzieje!? –dobrą atmosferę w domu psuje powrót Liv, czyli córki narzeczonej mojego taty, a przy okazji mojej byłej dziewczyny, która nienawidzi moich przyjaciół najbardziej na świecie.  

Rzecz jasna nie zawsze było tak źle między nimi. Na początku naszego związku nawet się dogadywali. Nie byli mega bliskimi przyjaciółmi ale też nie toczyli ze sobą wojny. Wszystko się jednak zmieniło w momencie, w którym oni odkryli, że Olivia nie jest ze mną do końca fair. Oczywiście widząc te sytuację nagrywali je bądź robili zdjęcia, po to, żeby mieć dowód na swoje słowa. Cóż, zakochana osoba ma różowe okulary i przez nie patrzy na wszystko, więc byli świadomi tego, że mogę im nie uwierzyć. Natomiast kiedy mi o tym powiedzieli, Olivia się wściekła i znienawidziła ich do końca życia. To właśnie ta sytuacja była powodem naszej wyprowadzki z Argentyny. Każdy uważał, że tak będzie mi łatwiej o wszystkim zapomnieć. Mieli rację. Ale ucierpieli na tym też mój tata i jego narzeczona. Co prawda widywali się i mój tata odwiedzał ją tutaj, czy ona nas w Stanach, ale to nie było to samo i nie ważne jak bardzo próbował to ukryć widziałem jak bardzo tęskni za byciem przy niej cały czas. Dlatego też przez ostatnie pół roku coraz bardziej nalegałem na powrót tutaj. Ja byłem tu o wiele szczęśliwszy, moja siostra i mój tata także. To było nasze miejsce na ziemi. 

–Czy ty zawsze musisz psuć wszystko na czym mi zależy?! –pyta krzykiem jej matka tym samym przywracając mnie na ziemię. Liv prycha. 

–Co to w ogóle ma być?–pyta z pogardą patrząc na ozdoby w salonie.  

–My tylko chcieliśmy ich przywitać. Nie było ich tutaj 3 lata i to głównie z twojej winy. Zresztą z doskonale widziałaś, że będzie się działo to dzisiaj więc jeśli ci się to nie podoba, nie musiałaś przychodzić. –mówi Vi patrząc na nią pewnie i ze sztucznym uśmiechem. Ja patrzę na nią z lekkim zaskoczeniem. Pierwszy raz na żywo mogę zobaczyć ją tak pewną siebie. 

Przed moim wyjazdem Violetta była bardzo nieśmiała i niepewna siebie. Z czasem, kiedy dorastała i stawała się po prostu dojrzalsza, stała się też pewna siebie i wiedziała, jak wykorzystać swoje mocne jak i słabe strony. I byłem tego świadom. Tylko że nigdy nie miałem szansy zobaczyć tego na żywo. Dlatego patrzenie na nią teraz tak pewną swoich czynów i słów, było dla mnie czymś nowym, ale i miłym. Cieszyłem się, że w końcu jest w pełni świadoma swojej wartości i pewna decyzji, które podejmuje. 

–To był pewnie twój pomysł. Tylko ty byłabyś na tyle głupia, żeby na to wpaść–warczy dziewczyna totalnie nie odnosząc się do słów Violetty. Ta tylko się śmieje. 

–Nawet jeśli to był mój pomysł to co? Zabronisz mi? Nie było ich tutaj tak długo, że raczej naturalnym jest to, że chcieliśmy ich przywitać. Już ci powiedziałam, jak ci coś nie pasuje to możesz wyjść–odpowiada Ci ubierając na siebie kurtkę tak jakby miała zaraz wyjść. 

–Dlaczego ty zadajesz się z taką wywłoką jak ona, Leon? To nie twój poziom –te słowa Olivia kieruje w moją stronę i wypowiadając je, powoli do mnie podchodząc. Słysząc jej słowa Violetta prycha i po prostu wychodzi z mojego domu nie potrafiąc znieść dłużej blondynki. Patrzę z nienawiścią na Liv i idę za V. 

–Viola zaczekaj chwilę –mówię trochę głośniej, żeby dziewczyna zwróciła na mnie uwagę. Odwraca się w moją stronę i przystaje chwilę, abym mógł się z nią zrównać. 

–Nie mogę uwierzyć, że wyprowadziła nas wszystkich z równowagi samym pojawieniem się w twoim domu –mówi cicho i siada na pobliskiej ławce. Siadam przy niej i ją obejmuje. –Naprawdę chciałam, żeby ten wieczór był idealny. No wiesz...Wracacie do domu więc chciałam, zrobić dla was coś miłego –kładzie głowę na moje ramię i zamyka oczy.  

Uśmiecham się na jej słowa. Całuje ją w czoło i gładzę jej ramię. Już mam coś powiedzieć, ale przerywa mi czyjś głos. 

– Gołąbeczki wy nasze kochane radzę wolniej chodzić–odwracam się w stronę głosu Diego, który śmieje się ze swoich własnych słów za co dostaje od Fran w ramię. Patrzy na nią z wyrzutem a na się tylko słodko do niego uśmiecha co rozśmiesza znowu mnie i V.  

–Gdzie Fede i Lu? –pyta Violett patrząc na naszych przyjaciół.  

–Federico zabrał Lu do domku. Zgarniamy was i też idziemy, bo sorry Leon, ale do twojego domu szybko nie wrócimy. Liv toczy wojnę z matką i dodatkowo nas nie lubi więc wiesz, jak jest–mówi czarnowłosa i ciągnie gdzieś V.  

–Jakiego domku? –pytam totalnie zbity z tropu słowami Fran. Diego się uśmiecha i rzuca tylko żebym im zaufał, po czym całą czwórką idziemy w głąb lasu rozmawiając o różnych głupotach 
 
Nikt z nas nie wiedział, jak wiele to miejsce namiesza w naszym życiu... 

**
Hejka wszystkim! Wstawiam wam pierwsz rozdział histori. Mam nadzieję, że wam się spodoba. Możecie pisać mi wasze opinie na dole. Życzę wam miłego dnia. Besos, Gabi

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

2. Kłamstwa

„Friendship isn’t one big thing, it’s million little things.”  Leon POV’s  Domek znajduje się w głębi lasu i naprawdę trudno byłoby go znale...

Szablon by
InginiaXoXo